niedziela, 26 kwietnia 2015

Rozdział 1 - W Krainie Błękitnego Mchu cz.2


Promyki słońca osiadały się na jej porcelanowej twarzy. Spała w pozycji siedzącej, nie stroniąc od drgawek, które spowodowało przemarznięcie w trakcie poprzedniej, chłodnej nocy. Pień akacji stanowił oparcie dla jej pleców, a żółte liście, jakie spadały z najniższych gałęzi, aby następnie osiąść na jej głowie i nogach, imitowały pierzynkę. Bezwładne dłonie stykały się z delikatną warstwą mchu, który oblegał powierzchnię całego miejsca, jaki zdążył uchwycić jej widnokrąg. Ciało dziewczyny było czyste — nie było na nim krwi ani blizn, nie było również głębokiego rozcięcia w wardze i szramy na czole. Nie wyglądała jak ofiara wypadku.
            Cykot świerszczy zbudził Nikolę z głębokiego stanu podświadomości, a jej sen, którego spamiętać nie mogła, uciekł tam, gdzie król piechotą chodzi. Uniosła powieki, a kciukiem wyzbyła się śpiochów z kącików oczu. Poprawiła pasma włosów, które wiatr przerzucił na lewą stronę głowy. Rozejrzała się wokoło. Rozpoznała, że nie jest na terenie jej miasteczka, w którym nie było mowy o kwitnących akacjach i tak sporym jeziorze, jakie właśnie znajdowało się przed nią.
- Jest tu kto? – powiedziała najgłośniej, jak tylko potrafiła, a jej głos rozprzestrzenił się po całym lesie odbijając się o taflę wody z kilkukrotnym echem. W odpowiedzi usłyszała plumkanie żab, które na komendę wyłoniły się zza oczeretów jeziornych.
            Wstała. Dokładnie przyjrzała się swojej akacji. Nauczycielka biologii wspomniała kiedyś, że rosnący na drzewie mech wskazuje północ. Nikola nigdy nie przypuszczała, że informacje z lekcji u pani Kozidro, odnajdą zastosowanie w prawdziwym życiu.
            Poszukiwania Nikoli zostały przerwane przez odgłos łamania się patyków pod ciężarem czyichś stóp. Zakryła dłonią usta, aby nie słyszeć własnego oddechu i skupić się na wykryciu źródła dźwięku. Pilny zmysł słuchu nakierował ją w stronę wysokich krzewin z białymi jagódkami poutykanymi pomiędzy liśćmi. Dziewczyna powolnie cofała się w stronę jeziora. Przerażona faktem, że prawdopodobnie przez ten czas była obserwowana, wzięła do dłoni jeden z większych kamieni, jakie leżały na piasku przy brzegu.
- Słyszałam Cię. Wyjdź z ukrycia! – spróbowała udać pewność siebie, jednak jej głos przypominał skowyt tonącego psa. Zbliżyła się w stronę krzewin, aby stawić czoło niebezpieczeństwu.
- Powiedziałam, wyjdź. – stres nakazał jej zagryźć usta i ścisnąć kamień jeszcze mocniej w dłoni, tak aby zsiniały jej z bólu palce.
            Nie wytrzymała. Podbiegła do krzewu i rozchyliła jego gałęzie. Ku jej zdziwieniu nie ujrzała tam nic, prócz kilku lisich bobków. Odetchnęła z ulgą i wypuściła kamień z objęć. Nagle poczuła na swoim ramieniu dłoń i paznokcie zaciskające się na jej obojczyku.
- Witaj w Krainie Błękitnego Mchu, Nikolo. - usłyszała zza pleców ochrypły starczy głos.
- Błękitnego? Chyba...Oliwkowego Mchu... - wydusiła.
            Nikola lekko zakrzywiła głowę w lewą stronę. Nad jej ramieniem znalazła się kolejna ręka. Była w kolorze umierającej czerni, przyozdobiona ścieżkami wyodrębnionych, białych żył. Dłoń otwarła się przed jej oczami. Skrywała kilka łodyg mchu w odcieniu dojrzałej oliwki. Nikola ostrożnie przyjęła prezent i schowała go w piąstce z dłoni.
- Jeżeli szczerze zapragnęłabyś, aby zyskał błękitną barwę, zapewniam cię, że tak by się stało. Teraz chcesz widzieć ją w kolorze oliwki — rośliny, której ilość plantacji jest większa od wszystkich tulipanów i fiołków tego świata zebranych w jedną stertę. To strach chroni Cię przed czymś nowym i niespotykanym, czego nie ujrzysz w rowie przy autostradzie, przed widokiem błękitnego mchu. – powiedział ospale i z wyraźnym trudem, jakie niosło mu wypowiedzenie każdego słowa. Po czym zapadła cisza. Rozmówca zabrał ręce z jej ciała i cofnął się o krok.
- Kim tak właściwie jesteś? – przemówiła dziewczyna z lekkim zwątpieniem.

Jednak nie usłyszała odpowiedzi, bo jego już nie było. Nikola otworzyła dłoń i spostrzegła leżący na niej, zgnieciony mech o błękitnym kolorze. Pierwszy raz poczuła, że szczerze czegoś zapragnęła.

sobota, 18 kwietnia 2015

Rozdział 1 - "W Krainie Błękitnego Mchu" cz.1


W jednym z kątów pokoju znajdowała się skromna piramida wzniesiona ze stert spranych prześcieradeł. Na jej czubku usadowiła się masywna kulka obrośnięta gęstą sierścią o karmelowym zabarwieniu. Gdy tylko wyczuwała zapach salami, z kłębów futra wyłaniała się głowa i ustawione na baczność uszy, dopiero wtedy można było spostrzec, że kulką był pies – długowłosy owczarek niemiecki. Nikola zwała go Funkerem.
            Pierwszym właścicielem nazwy, a tak właściwie nazwiska Funker, był Ian Childgen Funker, jej internetowy, a przede wszystkim jedyny, przyjaciel. Był on o wiele starszym mężczyzną takim, któremu Nikola z pewnością nie powiedziałaby "Cześć" na ulicy. Miał około dwóch metrów wzrostu, dziwnie przekrzywioną szczękę i drobny dziecięcy nosek. Jego zawsze utłuszczona potem koszulka, pod cienkim materiałem skrywała skupisko drobnych i wyblakłych tatuaży, ułożonych w jedną spójną całość, przypominającą dojrzałe drzewo, rozłożone na szerokości klatki piersiowej. Efekt był porównywalny do fresku Michała Anioła. Pomimo niewyraźnych, rozmazanych pikseli, jakie wychwyciła kamera Iana, gdy rozmawiali ze sobą na Skype, dało się spostrzec kilka błyskawic nieopodal sutków, wzburzone fale oceanu nieco wyżej nad żebrami i kilka ogolonych kaktusów w okolicach pępka.
- Czy jesteś pewien, że to aby na pewno są ogolone kaktusy? – Nikola często zadawała to pytanie, ponieważ w głębi duszy czuła, że to jednak coś innego niż ogolone kaktusy. Jednak Ian nigdy nie dawał za wygraną i niejednokrotnie powtarzał „Tak, na pewno, głuptasie".
        Ich przyjaźń zakwitła do tego stopnia, że zaczęli wysyłać do siebie listy. Było to o wiele trudniejszym zadaniem, niż mogło się wydawać. Przez to całe pocztowe zamieszanie, dziewczyna musiała wstawać w okolicach szóstej nad ranem, żeby własnoręcznie odebrać swoją pocztę od przejeżdżającego na rowerze listonosza, a wszystko po to, aby żaden z rodziców nie zdążył przeczytać jej listu. Każda kartka papieru, jaka została do niej zaadresowana, pachniała słodkim połączeniem kokosów z awokado. Robiło to na niej tak kolosalne wrażenie, że czasami po skończeniu czytania nadgryzała krawędzie listu, aby sprawdzić, czy smakuje tak samo, jak to, co sugerował jego zapach.
            Bywało i tak, że Ian przesyłał jej drobne upominki w postaci płyt jej ulubionych zespołów, świeczek zapachowych i czekoladek, od których dostawała potwornego ataku alergii, ale nigdy nie zebrała się na odwagę, aby mu o tym powiedzieć. Bała się go urazić, jeszcze bardziej niż go stracić.
Jakoś pod koniec grudnia 2011r dostała od niego tajemniczą wiadomość, brzmiała następująco:
" Hej, Niluś.
Proszę Cię o jedno, mianowicie nie pisz do mnie więcej, nie dzwoń i nie wysyłaj listów. Postaraj się udawać, że nie istnieję. Wiem — wiem, to brzmi strasznie dziwnie, ale mówię całkiem serio. TO BARDZO WAŻNE.
Pamiętasz o tamtym procesie? Policja ma zamiar przeszukać mój dom, a w tym przeczesać komputer. Po przeczytaniu tego zablokuj mnie na Facebooku, abym miał pewność, że nie zgubiłaś mojej wiadomości.
Ps.: W ostatnim e-mailu pytałaś o moje relacje z tym nadgorliwym starcem spod dwójki. Twoja "metoda pokojowa" nie podziałała, wygonił mnie i czekoladki, które miałem zamiar mu wręczyć — niegrzecznie. Na dodatek wraz z resztą sąsiadów nazywa mnie "Ianem Childrenem Fuckerem".
Obiecuję, że gdy tylko cała ta akcja się uspokoi, to z pewnością się odezwę. Mam nadzieję, że masz się dobrze. Już tęsknię, xoxo.
Pozdrawiam, Twój Ian Childgen Funker."

             Chociaż wiadomość zdawała się szczera, to co jednego nie miał racji – wcale nie tęsknił. To była jego ostatnia wiadomość, jaką kiedykolwiek zaadresował do niej. Nikola w głębi duszy miała nadzieję, że nic się po prostu jeszcze nie uspokoiło i tylko dlatego lata ciszy nie miały końca. Stracili kontakt na zawsze. Brak e-maili lub jakichkolwiek śladów, że on wciąż żyje, doprowadzały Nikole do szału. Ciągle dręczyła ją myśl, co takiego mógł skrywać w domu jej trzydziestosześcioletni przyjaciel.
             Samotność rozprzestrzeniała się po wnętrzu jej ciała. Gnieździła się w szczelinach pomiędzy jelitami i zaciskała wokół nich swoje dłonie, dzięki czemu gwałtownie ulegały kurczeniu. Gdy była wystarczająco gotowa, przystępowała do ataku, obezwładniając beztroskie bicie serca.
            Ian był pierwszą osobą, o której Nikola pomyślała zaraz po tym, jak przód samochodu pchnął ją w ramiona asfaltu. Następnie impuls w jej ciele uciekł wraz z powolnie sączącymi się stróżkami krwi, których źródłem była głęboka szrama na jej czole. Nie ruszała się ani nie odzywała, ale głęboko oddychała, jak gdyby wykonanie każdego wdechu sprawiało jej ogromną trudność.
              Usłyszała trzaśnięcie drzwiami i powolne kroki. Uznała, że nadchodzi pomoc ze strony kierowcy. Chciała się odwrócić, aby go zobaczyć, jednak nie potrafiła — prawym bokiem przywarła do ziemi i przyglądała się dalszej drodze, której widok stopniowo wypełniał się rażącą bielą, jak gdyby Nikola patrzała na słońce przez kilka minut, unikając przy tym mrugnięć. Niedługo później straciła w lustrach oczu wszystko to, co było wokół niej. Nierówny chodnik, obumarłe drzewa i pobliską aptekę przyćmiła jasność.
Czuła jak ktoś szturcha ją w ramię, nerwowo powtarzając:
- Matko Boska! Boże, niech się pani odezwie! Matko Boska... Jezus... Co ja najlepszego zrobiłem...- dziewczyna cierpliwie wysłuchiwała wszystkich imion świętych, zanim kierowca raczył zadzwonić do szpitala. Jego głos był niewyraźny i brzmiał, jak gdyby Nikola miała w uszach hektolitry wody, jednak wciąż potrafiła zrozumieć, o czym mówi. Chciała mu odpowiedzieć. Próbowała poruszyć ustami, jednak czuła jak z jej warg ucieka krew.
            Myślała o swoim przyjacielu, od chwili, gdy uświadomiła sobie, że potrąciło ją auto, aż do momentu, w którym straciła przytomność. Usnęła, wciąż mając w ustach jego imię, którego tamtego dnia nie zdążyła już powtórzyć.