Nikola postanowiła oddalić się od miejsca zdarzenia. Pragnęła powrócić do rzeczywistości, nawet tej w której leży zakrwawiona pośrodku ulicy.
Z początku szła powoli, ostrożnie odchylając każdą gałąź i pierw sprawdzając teren przy pomocy patyka, którym wymachiwała w powietrzu, aby uniknąć spotkania z pajęczą siecią. W międzyczasie doszła do wniosku, że pobyt turystów wczesną wiosną, jak ta, na terenie tak obszernego i tajemniczego miejsca, jak to, jest niemożliwy. Powodem, dla którego tak uważała, był mróz, którego ludzie unikają jak marcepanu w czekoladkach. Im dłużej pozostawała w utwierdzeniu, że jej teoria jej słuszna, tym więcej obaw przestawało dręczyć jej umysł, chociażby ta pytająca o to „Dlaczego nie znalazła tropów wskazujących na obecność drugiej osoby?", ponieważ nawet nieznajomy, którego słyszała i potrafiła wyczuć jego dotyk, nie pozostawił odcisków stóp na piasku, przy brzegu jeziora.
W oddali spostrzegła pole, na którym rosły długie, niemalże afrykańskie, ciemnozielone trawy. Pobiegła w jego stronę, przeciskając się przez kujące dłonie iglaków, aż znalazła się poza obszarem lasu i zwolniła tempo. Zawahała się nad dalszą wędrówką, jednak wiedziała, że nie ma już nic do stracenia.
Szła przed siebie. Źdźbła delikatnie muskały ją w szyję, a kropelki potu tańczyły na jej czole. Z każdym krokiem czuła jak niepewność narasta, a chęć powrotu do lasu staje się jeszcze większa, niż wcześniej przewidywała.
Na jej drodze pojawiła się przeszkoda, o której istnieniu, Nikola przekonała się, gdy poślizgnęła się na niej i upadła pomiędzy trawy. Wylądowała na plecach. Ból przeszył jej ciało, a następnie sparaliżował. Spojrzała na swoje dłonie, nogi i brzuch — wszystko pochłonęła kałuża krwi, w której właśnie zażywała kąpiele. Kątem oka spojrzała na źródło owej cieczy, która spowodowała upadek — obok niej leżało masywne i brudne ciało niegdyś białego konia. Z jego rozprutego tułowia wylewała się krew, a wraz z nią jego wnętrzności, nad którymi wirowały setki owadów.
- Krew zwiastuje śmierć, a błękit melancholię. - usłyszała stłumiony i cichy szept. W pierwszej chwili uznała, że mieszkaniec zaświatów postanowił przemówić, jednak nic nie wskazywało na to, żeby jego usta chociaż drgnęły.
- Panie Koniu... Czy tak wygląda piekło? - wypluła resztkami sił, z nadzieją, że nie usłyszy odpowiedzi.
- Tak wygląda kraina Błękitnego Mchu, kochanie. - Szept przerodził się w ochrypły, nieco pewniejszy siebie głos.
Spośród tłumu much, modliszek i innych lotników, wyłonił się największy ze świerszczy. Podleciał do twarzy Nikoli, po czym przysiadł na czubku jej nosa i ponownie przemówił — Będzie dobrze...
- Czy tak wygląda moment umierania? Panie Świerszczu... Panie Śmiercio... Mój Panie... - Do oczu napłynęły jej łzy, jednak nie miała sił, aby zapłakać.
- Jelito. Po prostu Jelito. Pomogę Ci.
- Tak samo, jak pomogłeś Panu Koniowi? - histerycznie parsknęła śmiechem, opluwając przy tym twarz świerszcza. - Jelita to brzydkie imię... Nie jest wystarczająco godne, aby mógł nosić je ktoś taki, jak ty.
- Mówili mi Julita. Odkąd Fokalor wyłonił się z jeziora i postanowił tu zostać, uporządkował ją według swoich oczekiwań. Za sprawką jego panowania, większość zwierząt i jadalnych roślin pomarły, a ich miejsce zastąpiły kamienie i trawy, nicość. Widzisz, jestem zwierzęciem wszystkożernym, jednak dobrowolnie nie sięgam po padlinę... Teraz nie mam wyboru. Osiadam na jelitach wraz z innymi świerszczami, a następnie wspólnie dzielimy się każdym kęsem. Widzisz... Moi przyjaciele wymyślili mi pseudonim Jelita. Teraz kiedy oni są tam, w niebie, ponieważ wykończył ich głód, przezwisko Jelita kojarzy mi się z czasami, gdy jeszcze wspólnie osiadaliśmy na jelitach w ostatnich tygodniach z ich życia.
- Jelito, w jaki sposób trafię do domu?
- To jest twój dom.
- Proszę o jedno, zaprowadź mnie tam, gdzie nie kwitnie błękitny mech. Pomogę Ci, powstrzymam Fokalora.
- Zatem w drogę.
Jelita i Nikola powoli walczyły z zimnym oddechem powietrza. Odór zwłok rozprzestrzeniał się wraz z wiatrem.
Krew przyległa do bluzki dziewczyny, jednak to nie stanowiło dla niej przeszkody, bo tam, gdzie nie kwitnie błękitny mech, jej ubiór również powinien być nią ubrudzony.
